Jak-zrobic-olej-CBD-w-domu-1

Jak zrobić domowy olej CBD (i czy warto)? – część 1

Spis treści:

Siema majstry i majsterki! Dawno nic nie pisałem, a wypadałoby w końcu zapostować coś ciekawego na tym wspaniałym blogu. Co będziemy robić? A spróbujemy ogarnąć sobie swój własny, domowy olejek CBD! Zaczynajmy!

Jak się w ogóle zabrać za robienie takiego domowego specyfiku? Trzeba by chyba zacząć od wspomnienia o tym, w jaki sposób w ogóle powstają oleje CBD.

Chyba najpopularniejszą metodą, którą chwali się obecnie większość firm tworzących samodzielnie oleje jest ekstrakcja CO2 w stanie nadkrytycznym. Powiem szczerze, że jak pierwszy raz to usłyszałem, to pomyślałem sobie: „no to grubo, brzmi to jak jakaś technologia NASA”.

Jak to wygląda w dużym uproszczeniu? Ekstrakcja za pomocą dwutlenku węgla wymaga zaistnienia określonych warunków. CO2 najczęściej występuje w formie gazowej. Jeśli bardzo go schłodzimy, otrzymamy tzw. „suchy lód”. Z kolei, gdy wystawimy tę substancję na działanie odpowiedniej temperatury i dużego ciśnienia, dwutlenek węgla przyjmuje jednocześnie cechy gazu i cieczy. Wtedy można mówić o nim, że jest w stanie nadkrytycznym. Właśnie w takiej postaci używa się go do „wyciągania” z suszu konopnego całego jego dobrodziejstwa, które następnie butelkuje się i sprzedaje jako olejki CBD.

Jest to obecnie jeden z najpopularniejszych sposobów pozyskiwania olejów z kannabidiolem, więc chciałem go chociaż skrótowo opisać. Czy istnieją inne metody na wyekstrahowanie suszu? Pewnie, że tak, można do tego użyć np. propanu czy butanu lub alkoholu. Ja jednak nie będę zajmował się tymi tematami, bo są zbyt ryzykowne (np. można wysadzić się w powietrze, co byłoby w moim przypadku bardzo prawdopodobne). Zamiast tego skorzystamy z powszechnej wiedzy, czyli tego, że kannabinoidy lubią się z tłuszczami.

I właśnie dlatego zrobimy sobie elegancki olejek CBD przy pomocy zwykłego oleju rzepakowego!

Dlaczego oleju rzepakowego? A dlatego, że jestem zdradzieckim biedakiem i nie chce mi się inwestować w oliwę – na smaku aż tak mi nie zależy, a jednym z kryteriów tego eksperymentu ma być sprawdzenie jego potencjalnej opłacalności – chcę uzyskać olej CBD jak najtańszą metodą.

Ręczne odziarnianie wiech konopi na dużym sicie.

Ekstrakcja kannabinoidów z suszu konopnego – zrób to sam

Jak zrobić CBD w domowych warunkach? Ano prosto, weźże majster wrzuć susz konopny do jakiegoś tłuszczu i trochę poczekaj, najlepiej to tak z 2 tygodnie. Czy to może być aż tak proste? No, prawie. Jest kilka warunków.

Po pierwsze – musisz posiadać susz konopny. Ja takowy posiadam z własnej miniplantacji, której proces tworzenia zawarłem w 3 odcinkach serii: “Konopie w polskim ogródku”, zachęcam do sprawdzenia.

Co w przypadku gdy nie posiadasz suszu? Możesz go sobie po prostu kupić. Na końcu tego wpisu opiszę najkorzystniejszą według mnie opcję (i nie wiem, czy obecnie nie jedyną na rynku).

Po drugie – jeśli masz susz z własnej plantacji, to jest szansa, że, tak jak ja, posiadasz odmianę jednopienną, w której wiechach znajduje się znaczna ilość nasion. W takim przypadku konieczne będzie przetarcie materiału. Aby oddzielić „ziarna od plew”, wystarczy ogarnąć sobie odpowiednie sito i przetrzeć na nim kwiatostany. Ja przeprowadziłem ten proces całkowicie ręcznie. Ziarno zostanie na sicie, a podstawiając pod sito miskę, finalnie znajdziesz w niej drobno zmielony susz gotowy do dalszego przerobu. Używałem sita z oczkami o wymiarze 2 mm – możecie znaleźć takie np. na popularnym pomarańczowym serwisie.

Po trzecie – jeśli celujesz w olejek kannabidiolowy w klasycznym wydaniu i nie chcesz tworzyć produktu RAW, to susz którego użyjesz musi być zdekarboksylowany.

Dekarboksylacja suszu konopnego w piekarniku.

Dekarboksylacja w domowych warunkach

Zdekarboksylo-co? OCB? Mniej więcej o to, że trzeba przekształcić kwasowe formy występujące naturalnie w konopiach, np. CBDa w CBD. To „a” w skrócie kannabinoidu oznacza, że jest on wzbogacony o grupę węglową, której chcemy się pozbyć. Warto tu wspomnieć, że CBDa i THCa występują np. w suszu, który być może palicie. To właśnie proces spalania sprawia, że ziółko dekarboksyluje się na momencie pod wpływem wysokiej temperatury i dlatego ma szansę działać na nas psychoaktywnie. Bez dekarboksylacji nic byśmy nie poczuli. Wrzucam tu grafiki, z ciekawostką w której skrótowo opisałem ten proces.

No dobra, ale czy można przeprowadzić taki proces dekarboksylacji w domowych warunkach?

A można, jak najbardziej, jeszcze jak!

Aby to zrobić, jak już wcześniej wspominałem, musimy poddać nasz susz działaniu wysokiej temperatury. Wklejam tu krzywą, która pokazuje jak mniej więcej zachodzi dekarboksylacja w określonej temperaturze i czasie.

źródło: https://activegearguy.com/blogs/fun-facts/decarboxylation-decarb-a-necessary-chemical-reaction

Ten proces możemy przeprowadzić np. w piekarniku i ja właśnie w ten sposób ogarnąłem swój zebrany w zeszłym roku susz.

Aby przeprowadzić dekarboksylację, musimy rozprowadzić nasz susz po blaszce piekarnika, którą wcześniej najlepiej wyłożyć papierem do pieczenia lub folią aluminiową. Warstwa zmielonego suszu musi być dość cienka, tak aby wysoka temperatura miała szansę oddziaływać na cały materiał roślinny. Zbyt obfite ułożenie suszu mogłoby doprowadzić do tego, że część materiału zdekarboksylowała by się dobrze, a część już nieco gorzej.

Ja swój susz postanowiłem wystawić na działanie 90 stopni Celsjusza przez 1h i 15 minut, ustawiając piekarnik na zwykłe grzanie góra-dół bez termoobiegu. Jeśli nie macie piekarnika, w którym można precyzyjnie ustawić daną temperaturę, możecie spróbować kupić specjalny termometr do jego komory, który pokaże Wam jaka temperatura panuje w środku. Mój piekarnik nie jest zbyt dokładny, więc posiłkowałem się właśnie takim wspomagaczem zakupionym za jakieś 15 zł.

Po upłynięciu wskazanego czasu wyjmowałem blaszki z suszem do lekkiego ostygnięcia, po czym zrzucałem materiał roślinny do plastikowych doypacków i grzałem następną partię.

Teraz czas na wyniki: nie każdy ma oczywiście opcję sprawdzić, czy faktycznie susz jest dobrze zdekarboksylowany – ja od jakiegoś czasu taką możliwość mam i dzięki uprzejmości Olgi z miligramów (zajebiste przepisy na konopą szamę) mogłem poddać swój zdekarboksylowany susz analizie w laboratorium. Wyniki nas mocno zaskoczyły, bo okazało się, że susz został pozbawiony grupy węglowej niemal perfekcyjnie (mój życiowy farcik cały czas nade mną czuwa).

Parametry mojego suszu przed i po dekarboksylacji.

Co zrobić w przypadku gdy nie masz możliwości przebadać suszu po zdekarboksylowaniu?

Nic.

Zaufaj, że przeprowadziłaś/eś ten proces najlepiej jak w danej chwili mogłaś/eś i tyle, najwyżej produkt końcowy będzie nieco gorszej jakości. Ciężko jest przeprowadzić ten proces bezstratnie, nie ma więc po co niepotrzebnie się napinać.

Teraz kilka słów na temat planu B, gdy nie masz suszu ze swoich zbiorów: możesz kupić sobie taki susz i to w dodatku już perfekcyjnie zdekarboksylowany! (kupując z tego linku wspierasz moją twórczość 😉

Za KILOGRAM już zdekarboksylowanego suszu, zabulicie tylko 300 zł. Nawet jeśli nie chcecie robić oleju, to jest to bardzo elegancka baza do zrobienia z tego np. masła. Serdecznie polecam.

Produkcja olejku CBD homemade

Skoro masz już przygotowany (bądź kupiony) zdekarboksylowany susz konopny, to w zasadzie teraz wystarczy umieścić ten materiał roślinny w nośniku, który „wyciągnie” z niego kannabinoidy.

To czas aby do gry wkroczył the one and only: OLEJ RZEPAKOWY!

Ja zasypałem swój susz (około 300 g) do wyparzonego i wysuszonego wiadra, a następnie wlałem 420 g (hehe) oleju rzepakowego. Szczerze mówiąc, to troszkę inaczej wyobrażałem sobie efekt końcowy łączenia materiału roślinnego z nośnikiem. Myślałem, że uzyskam coś PŁYNNEGO (w końcu robimy olej CBD, nie?).

Konopie połączone z olejem rzepakowym – spodziewałem się nieco innej formy mojego przyszłego olejku CBD.

Otóż po dokładanym wymieszaniu obu składników stwierdziłem, że to co otrzymałem, bardziej przypomina konsystencją mokrą ziemię. W tym momencie postanowiłem zalać drugie tyle oleju rzepakowego, co i tak niespecjalnie pozwoliło “mokrej ziemii” stać się w końcu zawiesiną. Po około 20 minutach mieszania i konsultacjach z koleżanką z laboratorium (która zapewniła mnie, że “tak ma być”), zamknąłem szczelnie wiadro i… to tyle w pierwszej części wpisu o stworzeniu olejku CBD w domowych warunkach. Teraz musimy poczekać, aż kannabinoidy “przejdą” do tłuszczu, a ten proces wymaga czasu. Więcej o tym w drugiej części wpisu, która mam nadzieję, ukaże się za około 2 tygodnie.

Tymczasem to już wszystko! Elo, pozdro!

Sprawdź także pozostałe wpisy:

5__rzeczy_poradnik
purplekush.pl © 1995

Strona korzysta z ciach. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Jeśli lubisz biurokracyjne pierdoły, zapoznaj się z naszą polityką prywatności